Czy warto kupić używany monitor poleasingowy zamiast taniego nowego?

Zdecydowanie nie warto. Tak zwane "poleasingowe" monitory są sprowadzane do naszego kraju zamiast być złomowane. Na "zachodzie" koszty złomowania sprzętu elektronicznego są niebagatelne. Firmy wymieniające swój park urządzeń, często zamiast łożyć znaczące sumy na utylizację sprzedają zużyte monitory firmom, które po kosmetycznym odświeżeniu oferują je do sprzedaży na biedniejszych rynkach.

Mimo wszystko wydawać by się mogło, że profesjonalne, nawet zużyte monitory reprezentują wyższy poziom jakości obrazu niż tanie nowe i taki zakup ma uzasadnienie. Nic bardziej błędnego. Tej klasy sprzęt był kupowany do pracy i liczba przepracowanych godzin w ciągu ostatnich kilku lat powoduje nieodwracalną utratę emisji dział elektronowych w kineskopach i lamp podświetlenia w LCD. Tym bardziej, że pracowały niemal na pewno od rana do wieczora w jasnych biurach, ustawione na 100% jaskrawości. Aby ukryć efekt zużycia, najczęściej podnoszone jest napięcie katod i inne pseudo regulacje w ramach "przeglądu". Skutkiem manipulacji monitor pozornie świeci jasno jak nowy. W rzeczywistości katastrofalnie spada jakość ogniskowania, pojawiają się defekty obrazu (brak czerni, przebicia, zniekształcenia) świadczące o przekroczeniu parametrów pracy kineskopu i bloku wysokiego napięcia. Monitor po takich zabiegach należy traktować jako całkowicie zużyty. Nie jest możliwa regeneracja kineskopu, a względy ekonomiczne podważają sens jego naprawy, gdyż z reguły przekraczają kilkukrotnie wartość nowego. W LCD zużycie podświetlenia kwalifikuje matrycę na złom a z nią jednocześnie cały monitor, gdyż wymiana ani naprawa jest nieopłacalna. Do monitorów średniej i wyższej klasy matryce nawet nie występują na rynku jako części zamienne.

Osobną kwestią wartą rozpatrzenia jest uczciwość sprzedawców sprzętu poleasingowego i nagminny proceder fałszowania liczników. Kilka lat temu z niemieckiego serwisu EIZO skradziono oprogramowanie serwisowe i "dziwnym" zbiegiem okoliczności natychmiast na rynku zaroiło się od monitorów z niskimi stanami liczników. Radzę więc daleko posuniętą ostrożność w zakupach i nie dawanie wiary w gorące zapewnienia o super stanie technicznym, ideałom, "klasie A" i tym podobnym bzdurom.

Kolejny problem to prawdopodobieństwo natrafienia na sprzęt składany z kliku i wprost podrabiany. W ostatnich latach obserwuję sporo sprzętu, oferowanego nawet czasem jako nowy lub używany w idealnym stanie. Przede wszystkim są to modele sprzed kilku lat. Już sama oferta nowego monitora, którego produkcja została zakończona 4-6 lat temu powinna zapalić czerwoną lampkę. Wielokrotne badania takich monitorów wykazują, że są to monitory składane z części kilku egzemplarzy, czasem wręcz różnych modeli. Zdarzają się również monitory składane z części kradzionych z fabryki.

Zalecenia:
Jeśli finanse zmuszają do kupna sprzętu używanego, proponuję szukać od prywatnego użytkownika. Takiego który używał sprzęt w domu a nie wyświetlał na okrągło reklamy na lotnisku. Uwaga: Handlarze zwęszyli, że ludzie chętniej kupują z rąk prywatnych i zdarzają się zamaskowane oferty, gdzie niby sprzedający jest osobą prywatną. Jest jednak bardzo prosta metoda sprawdzenia. Sprzęt od prawdziwego prywatnego użytkownika powinien być kompletny. Mieć wszystkie firmowe okablowanie oraz oryginalny karton i dokumenty. Ludzie rzadko wyrzucają takie rzeczy, szczególnie od drogich monitorów. "Poleasingowe" natomiast nigdy nie mają fabrycznych pudeł a okablowanie jeśli jest, dokładane jest najtańsze, chińskie.

Last Updated: 16-02-2017 23:27:15